poniedziałek, 16 lipca 2012

Chorwacja'12


  Wprawdzie kocham nasze polskie morze, no może nie tyle morze co plaże, ale sądzę, że na wakacyjny wypoczynek będę raczej wybierała w przyszłości Chorwację. Po pierwsze 1000 km tam jedzie się prawie tyle samo godzin samochodem co 500 km nad nasze wybrzeże. Po drugie morze jest ciepłe i czyste.  Wybrzeża zróżnicowane i co za tym idzie ciekawe.  Po trzecie infrastruktura drogowa na najwyższym poziomie. Wrażenie robią liczne tunele wykute w skałach oraz to z jaką łatwością można się dostać z jednej miejscowości do drugiej. Zauważyłam ciekawą zależność – zawsze jak jechałam w długą trasę po Polsce bolała mnie lewa noga – od sprzęgła- jadąc do Chorwacji lekko bolała mnie prawa noga od gazu. Jechało się tak dobrze, że aż wylądowaliśmy w Dalmacji ( 1300 km). 
  Szczerze trochę się bałam tej podróży a zły los chyba to wywęszył. Na dzień dobry na Częstochowskim odcinku DK 1 wyskoczyła nam przed maskę sarna i chyba była w większym szoku niż ja, bo po prostu zaświeciła oczami i stanęła na środku. Na szczęście nic się nie stało, ale moje obawy  co do dalszej drogi były jeszcze większe. I słusznie , później były spalone bezpieczniki w samochodzie, a brak zasilania zapalniczki wiązał się z brakiem lodówki i GPSa. Na dodatek liczne przebudowy dróg krajowych, brak oznakowania i w rezultacie inna droga na Czechy niż ta pierwotnie planowana. Nawiasem mówiąc dobrze się stało ponieważ pierwotnie planowana była nowo otwartą autostradą, która zaraz po Euro została zamknięta. Piszę o tym wszystkim, ponieważ ta podróż uświadomiła mi w jakim chorym kraju przyszło nam żyć. Potwierdziły się opinie, że najgorszy odcinek trasy na Chorwację to ten do naszej granicy.
  Wracając nadwyrężyłam swój pęcherz, aby załatwić się już w polskiej toalecie. Pierwsza stacja, strzałka WC i tu zaskoczenie, przed wejściem ogromna maszyna z bramkami jak w metrze i obszernym opisem wyjaśniającym jak dostać się do środka. CO!? Pędem wróciłam po 2 zł. do samochodu, wracam wrzucam i nic. Zaczynam czytać instrukcję obsługi tego zasranego kibla i zarazem zastanawiać jak turyści z zagranicy (o ile tacy są) się do niego dostają!? Okazało się, że muszę wcisnąć palec do wgłębienia na samym dole gdzie znajduje się mój bilecik, który należy przyłożyć do czytnika, ażeby wrota się otworzyły !!! I dalej do domu znowu dramat- dziury, przebudowy, objazdy i stare nieczytelne tablice drogowe. Kocham Cie Polsko, ale nie rozumiem.


P.S. po czwarte pogoda w Chorwacji murowana :) Tutaj kilka fotek z zeszłego roku z Jastrzębiej, gdzie na 7-dniowy pobyt mieliśmy aż jeden słoneczny dzień. [link]








































































































2 komentarze: